Głuchy telefon w MLM

Kiedy jestem sama ze swoimi myślami i nie omawiam z nikim swoich idei, jestem w 100% sobą. I jest to ważne, przynajmniej dla mnie, jako projektora, bo ten typ z natury tak ma, że gdy tylko na horyzoncie pojawia się inna osoba, projektor zupełnie nieświadomie i totalnie poza kontrolą, jakby wyskakuje z siebie, wskakuje na tego kogoś, skanuje go i przejmuje jego punkty widzenia, bo czyta go, jak otwartą księgę.

Wystarczy, że zaczyna z nim rozmowę i mimo, iż wcześniej miał bardzo precyzyjne zdanie na jakiś temat, zmienia go i dopasowuje się do tej osoby. Oczywiście nie popadajmy w skrajności, bo granicą tych zmian jest poczucie własnego komfortu i tu kończy się to dopasowywanie do kogoś.

Dlatego projektor to kameleon i tylko w samotności jest prawdziwym sobą. Nigdy go nie poznasz i nie jest to coś, nad czym projektor ma kontrolę. Ponieważ ten typ energetyczny rodzi się po to, aby rozpoznawać talenty i kierować ich w stronę sukcesu. Taka jest sygnatura projektora, więc jego radar jest ustawiony na odbieranie fal innego człowieka i zawsze w relacji 1:1.

I to jest moja pięta achillesowa, bo większość moich zespołowych działań opiera się na niekończących się kompromisach, co czasami bardzo mi ciąży, natomiast efektywna jestem w pracy 1:1. Zawsze i bez wyjątku.

Nie lubię kompromisów. Nie lubię braku zasad, braku dyscypliny i bylejakości. Nie wtrącam się do innych zespołów, ani tych, gdzie moi liderzy są już samodzielni, mają ogromne sukcesy i ja już nie jestem dla nich żadnym autorytetem, ani tym bardziej nie przykładam nawet jednego palca do ich sukcesów, zatem nie mogę nawet podrzucić pomysłu, aby coś usprawnić, nawet gdy widzę, że ktoś coś robi źle.

Projektor nie może. Choćby miał najlepsze rozwiązania na świecie, a zazwyczaj takie ma, bo taka jest jego natura, że widzi to, czego inni niegdy nie zobaczą (nie bez przyczyny jest naturalnym przewodnikiem) i nie może bez „zaproszenia” inicjować działań.

Wychowałam już liderów, uczeń przerósł mistrza i to jest najlepsza rzecz, jaka może się przydarzyć w mlm.

Ale…

No zawsze jest jakieś małe, paskudne ale.
Kilka lat temu miałam jeden z najsilniejszych zespołów na polskim rynku w naszej firmie. Dynamiczne działania zawsze oparte były o etykę i uczciwość, czasem aż do przesady. Przykładałam ogromną wagę do dbania o wizerunek, do rzetelności i przestrzegania wszelkich zasad.

Bardzo rygorystycznie wymagałam i od siebie i od zespołu przestrzegania tych zasad, które dotyczyły przeróżnych rzeczy. Od wizerunku w sieci, po naukę pisania dobrych postów, utrzymywania pewnego poziomu, aby nie było dziadostwa.

Byłam takim „wielkim szefem” i sprawdzałam profile, regularnie spotykałam się z każdą z dziewczyn w zespole i uczyłam. Wbijałam im do głowy rzeczy, które bardzo przydają się ogólnie w życiu poza biznesem. Fundamentem było zawsze budowanie wizerunku. Bo to on decyduje o powodzeniu biznesu. Będę o tym jeszcze sporo pisać.

Z czasem zapracowałam sobie na miano zimnej suki, żandarma, albo policjanta. Najciekawsze jest to, że bały się mnie panicznie te osoby, które nigdy nie zamieniły ze mną nawet jednego słowa. No ale ja byłam już „wysoko”, one dopiero zaczynały i nasza psychika niestety robi nam takie psikusy, że boimy się tych „silnych”.

Do tego strachu przede mną przyczyniała się też regularnie jedna z moich bardzo niesfornych dziewczyn, ale chyba dlatego się tak dobrze dogadywałyśmy, która każdej nowej dziewczynie (i to był tylko głupi żart), mówiła coś w tym stylu:

Nie idź do Wiolki, bo Cię zwyzywa

Ten żart niestety robił krecią robotę, a dowiedziałam się o nim dopiero po latach, a nigdy nikogo nie zwyzywałam, żeby było śmieszniej. Natomiast na ewentach w realu i po nich był szok, że ja wcale nie jestem taka, jak mnie opisują…

OK. Idziemy dalej z tematem. Trzymałam w moich zespołach żelazną dyscyplinę. Dziewczyny doskonale wiedziały, jak pisać posty, jakie grafiki robić, dostawały od mnie mnóstwo szkoleń i….

Ta dyscyplina przekładała się na wyniki

Oczywiście, że nie wszystkim się to podobało, ale działało. Z czasem coś się zmieniło. Odpuściłam, bo usłyszałam od dwóch moich najlepszych liderek, że podcinam im skrzydła, a one chcą być kreatywne.

Ok. Bądźcie kreatywne. Przestałam obserwować po kolei wszystkie moje dziewczyny. Skoro chcecie wolności i uważacie, że to jest dla Was lepsze, rozwińcie skrzydła i zdobywajcie szczyty. Nie wtrącałam się. Byłam cała dla nich, kiedy mnie potrzebowały, ale nic ponad to, aby im nie zabierać przestrzeni.

Wystarczył 1 rok

Nie ma ani tych dwóch liderek, ani ich zespołów. Rozsypały się niezwiązane żadnymi zasadami, odpowiedzialnością i mocnym prowadzeniem.

W innym moim zespole, gdzie jeszcze delikatnie trzymałam wszystko mocną ręką, ale tak na słowo honoru, zaczęła się bylejakość, pstrokacizna, psucie wizerunku wspólnego projektu, aż w pewnym momencie go wygasiłam.

Ja rozumiem, że ludzie są różni i mają swoje potrzeby, ale network, to jest miejsce pracy. Muszą być zasady, aby każdy wiedział, co, jak i gdzie robić, aby osiągnąć wyniki. Zatrudnij się chociażby w sklepie spożywczym i spróbuj uwolnić swoją kreatywność, motywując to tym, że potrzebujesz rozwinąć skrzydła.

Nosz kurka wodna!

Przyszłaś do miejsca, gdzie masz kasę zarobić! Dzięki tej kasie dostaniesz skrzydeł. Nie zaczynaj od dupy strony, bo kierownik wywali Cię prędzej niż myślisz. W każdym miejscu jest specyficzne modus operandi, które działa. Moje działało i działa zawsze. I te osoby, z którymi pracowałam ściśle i pracuję teraz, są najlepsze.

Niektóre już zarabiają więcej ode mnie

I kiedy trzymałam tę dyscyplinę, nie było zabawy w głuchy telefon. Nawet w dziewiątej i następnej generacji ludzie byli wyszkoleni i na pamięć wiedzieli, co i kiedy trzeba zrobić. Nie było wpadek, był porządek, przede wszystkim w głowie.

Dlatego buduję całkiem nowy zespół na starych zasadach. Nigdy już nie posłucham nikogo, że ludzie potrzebują mieć swobodę i możliwość popełniania błędów.

Nie zgadzam się. Idź i popełnij jeden, drugi, max trzeci błąd w zakładzie pracy…. Network to nie jest przedszkole. Tutaj tym bardziej należy być uważnym, odpowiedzialnym, solidnym i zdyscyplinowanym, bo budujesz swój wizerunek, działasz zespołowo i niestety to się nigdy nie zmieni, że:

Jak Cię widzą, tak Cię piszą

Zwłaszcza w mlm, gdzie ludzie muszą Cię zduplikować, a gdy duplikują bylejakość, to ja nie chcę nawet myśleć, co będzie w czwartej czy piątej generacji…. A potem świeć oczami za innych i naprawiaj.

Ja kocham całą sobą network marketing. Uważam, że to jest kuźnia wielkich ludzi. Każdy, kto robi network i ma sukcesy, to dla mnie bohater, dlatego moją życiową misją jest szkolić najlepszych networkerów, z zasadami, z wynikami, którzy realizują swoje cele.

No. Kolejny temat już mam na tapecie. Wkrótce się pojawi. O tym, dlaczego w networku pytania w komentarzu o cenę spotykają się z zapraszaniem na priv.

Kat003
Wioleta Michalik


Odkryj więcej z Wioleta Michalik

Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

0 Komentarzy

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

Kontakt

Jestem obecnie niedostępna. Nadal możesz do mnie napisać, a ja skontaktuję się z Tobą najszybciej, jak to możliwe.

Wysyłanie
lub

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

Nie pamiętasz hasła ?