Kiedy zaczynałam swój biznes w projekcie, w którym jestem do dziś, w 2015 roku, dostałam od moich mentorów prostą, jak konstrukcja cepa strategię i do dziś ją stosuję.
Budowaliśmy zespoły i tak się rozrośliśmy, że pobiliśmy wszelkie historyczne rekordy 50-letniej firmy. Do tego stopnia, że zdecydowano się przenieść centrum decyzyjne z USA do Europy.
Nasze początki były trudne. Firma miała małe biuro lokalne w Warszawie, gdzie siedziały 4 panie. Zaplanowali zamknięcie tegoż biura na czerwiec 2016 roku. My „oficjalnie” wystartowaliśmy w styczniu 2016 już na pełnym gazie z tą właśnie dopracowaną strategią.
Te panie w biurze nie były przyzwyczajone do pracy, a my zwiększaliśmy sukcesywnie obroty. Zaczynaliśmy na polskim rynku w czwórkę, w styczniu było nas już kilkanaście osób.
W końcu pewnego dnia nie wytrzymałam i napisałam maila do biura, żeby panie zrobiły sobie mocną kawę i przyspieszyły działania, bo my mamy przez nich opóźnienia. Oj jaki skandal był. Poobrażały się na mnie, aż szef na jakąś tam część Europy się włączył, ale na widok obrotów, jakie robiliśmy, mój mail był bardzo uzasadniony. Z czasem biuro zmieniło się w ogromny kompleks i dwa razy zmieniało siedzibę na większą już w poważnych warszawskich wieżowcach w samym centrum.
Wówczas na polskim rynku działały już od ponad 10 lat inne zespoły i jakoś nie umiały się przebić. I w tym momencie zaczęły się podchody. Nagle liderki z obcych nam linii podszywały się pod klientki, aby wytargać program, strategię i też ruszyć do przodu.
Tylko jedna fajna liderka, zaproszona na zoom do nas szczerze opowiedziała, że nie mogła tego pojąć i strasznie się z tym czuła, że już kilkanaście lat działa, a my w rok czy dwa osiągnęliśmy najwyższe pozycje, których ona nie potrafiła zdobyć. Bardzo ciepło ją wspominamy, bo ta kobieta ma serce na dłoni dla wszystkich i być może jest to jej nieświadomy hamulec.
Pewnego dnia jedna z takich „wielkich” kobiet napisała do mnie bez ogródek, że mam jej dać nasze dokumenty i że gdy będę czegoś od niej potrzebować, ona mi pomoże. Zapytałam więc, w czym ona może mi pomóc, skoro to ona do mnie przychodzi po pomoc. Dlaczego myśli, że oddam naszą strategię konkurencji.
Wtedy usłyszałam, że nie jesteśmy konkurencją. Działamy w tej samej firmie i gramy do jednej bramki.
I niestety nie mogę się z tym stwierdzeniem zgodzić. Uważam, że nawet wewnątrz tego samego projektu, osoby z różnych linii są dla siebie konkurencją. I nie ma w tym nic złego. Prawda jest taka, że prawdziwa praca zespołowa kończy się tam, gdzie zaczyna się mój i Twój portfel. Działamy razem, owszem, ale tylko w bardzo konkretnych ramach.
OD NAS W DÓŁ
Dzielenie się wiedzą to domena liderów, którzy mają już solidny fundament i wiedzą, czym się dzielić i co wpłynie korzystnie na cały projekt, a co może wywołać zamieszanie. Sama również dzielę się wiedzą na jasnych zasadach: robię to, bo chcę i mam zielone światło od moich mentorów, a nie dlatego, że muszę. Jest to dla mnie wielka przyjemność i też zaszczyt, bo wiem, że daję ludziom wartość i wsparcie dla całej społeczności, a nie dowód na to, że konkurencja nie istnieje. Pomagam, bo wierzę w silne kobiety i wspólne działanie, ale nie wolno zapominać o tym, że w codziennej pracy każda z nas walczy o swój własny, a nie cudzy wynik. Można być pomocną koleżanką i jednocześnie twardą zawodniczką w biznesie. Jedno drugiego nie wyklucza!
Moje pytanie więc brzmi: jaki mam interes w tym, aby udostępnić moją strategię komuś z innej linii?
Jedyny interes jaki mam, to nauczyć tej strategii mój zespół. Nie cudzy. I ne zgodzę się również z tym, że gramy do jednej bramki, w sensie, że działamy w tej samej firmie.
Owszem, jesteśmy partnerami tej samej firmy, która dostarcza nam przede wszystkim produkt, czasem strategię, szkolenia, ewenty i naszym zadaniem jest godnie ją reprezentować i dbać o jej dobre imię. Natomiast my w networku jesteśmy przede wszystkim przedsiębiorcami i zakładamy własną działalność gospodarczą. Różnica jest tylko taka z tradycyjną firmą, że nie mamy w domu magazynu i nie martwimy się o wysyłkę, bo cała logistyka spoczywa na barkach producenta.
Czyli powtórzę moje pytanie: jaki mam interes w tym, aby przekazać moje know how innemu przedsiębiorcy, jeśli nie jest on w moim zespole?
ON JEST MOJĄ KONKURENCJĄ!
Widzę wyraźnie, jak się dziś zmienia znaczenie tego słowa i opakowuje się je w dodatkowe etykiety typu: to takie mocne albo brzydkie słowo. Ale dlaczego nie nazywamy rzeczy po imieniu? Konkurencja była, jest i będzie i żadne nowe etykiety i racjonalizowanie czy udawanie tego nie zmieni.
Nie chodzi o egoizm, ale przedsiębiorca ma się zachowywać jak grabie. Grabie grabią do siebie, nie od siebie. Przedsiębiorca zostaje przedsiębiorcą po to, aby zapewnić byt sobie i swoim bliski, a nie innemu przedsiębiorcy. Chyba, że ma nadwyżki, wtedy pięknie jest się podzielić, pomóc, ale póki nie ma wolności finansowej, nie ma co wymyślać, że nie jesteśmy konkurencją.
Ostatnio rozmawiałam z nową znajomą, z zupełnie innej firmy. Mówię jej na czacie w trakcie pierwszej rozmowy: „widzę, że jesteśmy dla siebie konkurencją” i usłyszałam w odpowiedzi, że ona tak nie uważa, że nie jesteśmy dla siebie konkurencją.
No jak nie? Każda z nas działa po to, żeby budować swój biznes, zdobyć klienta i partnera. Założę się o milion, że żadna z tych osób z innych zespołów i innych firm, która twierdzi, że nie jesteśmy konkurencją, nie prześle mi swojej strategii, nie poświęci mi czasu na zoomie i nie nauczy swoich metod pozyskiwania klientów.
Jeśli tego nie zrobi, nie ma mowy o grze do jednej bramki.
Poza tym, gdyby nie było konkurencji to znak, że albo rynek nie potrzebuje tego produktu, albo produkt jest, ale obsługa klienta jest na marnym poziomie.
Im większa konkurencja, tym większe pieniądze, tym wyższe standardy, wsparcie klienta, ale też nie oszukujmy się, więcej technik manipulacyjnych, jak np zbijanie obiekcji. To jest dla mnie technika nie do przyjęcia, ale o tym innym razem.
Konkurencja musi być. Ona zapewnia rozwój na każdej płaszczyźnie, więc mówienie, że to takie brzydkie słowo jest po prostu dziwne, jeśli wypowiada je człowiek budujący własny biznes.
Wiem, że to, co piszę, może dla niektórych brzmieć twardo. Być może nawet kontrowersyjnie. Ale ja patrzę na to również przez pryzmat tego, jak jesteśmy zbudowani.
W Human Design jestem Projektorem ze zdefiniowanym centrum Ego i Tożsamości*. Dla mnie stawianie siebie i swojego biznesu na pierwszym miejscu jest po prostu naturalne i oczywiste, tak jest ustawiony mój kompas. Ta pewność siebie w wyznaczaniu granic i nazywaniu rzeczy po imieniu to moja natura, a nie chęć wywyższania się.
Dlatego piszę to dla tych, którzy z natury nie mają tej twardej pewności siebie i boją się wychylić. Dbanie o swoje interesy to nie jest powód do wstydu. Ja to bardzo dobrze rozumiem, że w społecznościach biznesowych pielęgnuje się hasła o działaniu RAZEM, bo to jest ważne, bo buduje naszą energię i daje wsparcie. Jednak nie wyklucza to dbania o własny warsztat.
Można szanować wspólne zasady i kochać cały zespół, a jednocześnie zachować swoje najskuteczniejsze asy w rękawie dla siebie i swoich ludzi. To nie jest działanie przeciwko komuś, tylko po prostu świadome budowanie własnej marki. Ja, jako Projektor ze zdefiniowanym Ego, widzę to bardzo wyraźnie: silna jednostka to silniejszy zespół, ale każda z nas musi najpierw zadbać o swój fundament.
Można być częścią tej wielkiej rodziny i jednocześnie najlepszą, niezależną zawodniczką, która wie, co jest jej najlepiej służy. Można być świetną osobą, wspierać innych na wspólnych zoomach, ale w biznesie każdy ma prawo być twardym zawodnikiem. Ja to wiem, bo moja konstrukcja mi to podpowiada, a nazywanie rzeczy po imieniu, w tym przyznanie, że konkurencja istnieje przychodzi mi bez trudu, bo tak jestem zbudowana.
* Centrum Ego nie oznacza, że jestem egoistką, tylko, że dokładnie wiem, co jest dla mnie najlepsze i mi służy, Centrum Tożsamości oznacza, iż wiem, kim jestem.
Przy tak marnej liczbie zdefiniowanych centrów, bo tylko dwóch, miałam szczęście, bo przy byciu Projektorem, to chyba najszczęśliwsza kombinacja.
Odkryj więcej z Wioleta Michalik
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
