Media społecznościowe zalewane są szkoleniami o przywództwie w biznesie, o podnoszeniu pewności siebie, o wszystkich tych rzeczach, których nie da się tak naprawdę osiągnąć, jeśli nie stoją za tym jakiekolwiek sukcesy własne.
To sukces, pierwszy mały, drugi, trzeci i kolejne dają poczucie sprawczości, efektywności i automatycznie wzmacniają pewność siebie.
Jeśli nie mam sukcesów, ale uczę się, jak być pewną siebie, moja podświadomość zawsze mnie zdemaskuje w najważniejszym momencie, bo nie mam mocnego fundamentu. Będę kolosem postawionym na piasku.
Ja wiem. To korci. Bo tytuły kursów kojarzą się ze splendorem, luksusem i grubą kasą, ale aby biznes się kręcił, trzeba zawsze wracać do podstaw. Do relacji.
Założyłam ten profil z potrzeby pisania o networku z mojej perspektywy, ale zaczęli mnie zapraszać ludzie. Najpierw kilka osób, potem to rosło. Nie spodziewałam się w ogóle jakiegokolwiek ruchu tutaj i nie mam za bardzo czasu, aby pisać tutaj regularnie. Ze wszystkich osób w znajomych, zaprosiłam tylko jedną osobę. Reszta sama do mnie przyszła i sporo też tzw „bizneswoman”.
Już tu o tym pisałam jakiś czas temu, ale teraz czas na małe podsumowanie. Z tych kilkuset osób, które mnie zaprosiły, zaledwie 5-7 osób od razu się przywitało i było miło. Cała reszta milczy.
Tak więc ja piszę sukcesywnie do tych ludzi pierwsza, witam się, pytam, co ich skłoniło do zaproszenia mnie.
Najczęściej odpisują osoby niezwiązane z biznesem, ze „skromnym” opisem w BIO.
Są to fajni ludzie bez uprzedzeń. Natomiast te osoby, które mają w opisach, że POMAGAJĄ innym budować przyszłość, odczytują i milczą, jak zaklęte.
Nie zliczę, ile razy spotykałam się na zoomie z ludźmi z innych networków, z innych zespołów na fajnych pogaduchach. Nie mam obaw o to, że wypsnie mi się know how, nie wyciągam też od innych informacji, bo nie po to się spotykam z ludźmi, natomiast mam wrażenie, że wszyscy ci, którzy milczą, chyba boją się, że w samym „cześć” usłyszą: przejdź do mnie, u mnie trawa jest bardziej zielona, albo zdradź mi swoją strategię.
Otóż, Network to praca z ludźmi. Rozmowy, relacje, rozmowy, rozmowy i jeszcze raz rozmowy. Żadne AI tego nie zastąpi. Jeśli ktoś nie lubi rozmawiać z ludźmi i boi się każdego zdania na messengerze, być może jest w złym miejscu i powinien się przebranżowić.
Nie wyobrażam sobie networkera czy jakiegokolwiek przedstawiciela biznesu, który nie ma frajdy z kontaktu z drugim człowiekiem.
Rozmowy z ludźmi, to najlepszy kurs podnoszenia pewności siebie zupełnie za darmo i wynosi na sam szczyt.
Jeszcze parę lat intensywnego wdrażania agentów AI, a będziemy sobie w brodę pluć, że nie zadbaliśmy o żywe relacje.
Odkryj więcej z Wioleta Michalik
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
